| Legendy |
|
|
| Autor: Karolina Dziewulak | ||||||
| 18.03.2007. | ||||||
|
Kornwalia jest
niezwykłym miejscem pełnym zapierających dech w piersiach widoków
pobudzających wyobraźnię. Region ten słynie z bogactwa
fantastycznych opowieści o gigantach, syrenach, skrzatach i innych
mitycznych stworzeniach. Tutaj fikcja miesza się z historią,
uzupełnia ją, tworząc wspólnie niezwykle barwne dzieje
regionu. ![]() Król Artur
Najbardziej znaną
legendą dotyczącą historii Kornwalii jest ta o królu
Arturze, jest to bowiem najsławniejszy mityczny król związany
z Brytanią. Jego pierwowzorem był wódź celtycki mający
podobno wybudować swoja siedzibę Camelot w Kornwalii. Jego ojcem
miał być Uther Pendragon, król Brytanii, który dzięki
pomocy czarnoksiężnika Merlina zdobył królową Igrane.
Uther przybrał postać męża Igrane - księcia Kornwalii -
Gorloisa, który przebywał na wojnie. Z ich miłości narodził
się Artur. Kornijskie legendy o gigantach i skrzatach mogą mieć swoje podłoże w różnicach wzrostu jakie podobno miały występować między Celtami (giganci) a ludźmi epoki brązu (skrzaty). Według ludowych podań St.Michael’s Mount- wyspa niedaleko Penzance została zbudowana przez giganta. Według innej legendy około roku 495 pojawił się na niej św. Michał Archanioł- co zostało upamiętnione budową klasztoru przez Benedyktynów. O innym gigancie- Bolsterze, opowiada smutna historia. Mimo swej siły i potęgi oraz tego, iż rozpiętość jego kroku wynosiła 6 mil, nie wywarł dobrego wrażenia na św. Agnieszce w której nieszczęśliwie się zakochał. Ponieważ z natury olbrzymi nie są dobrzy dla ludzi, św. Agnieszka wymyśliła sposób na pozbycie się niechcianego zalotnika i uwolnienie okolicznej ludności od terroru Bolstera. Zażądała od niego dowodu miłości jakim miało być wypełnienie dziury w klifie w Chapel Porth jego własna krwią. Agnieszka, w przeciwieństwie do giganta wiedziała, że dziura nie miała dna i Bolster wykrwawił się na śmierć. Jeszcze dziś woda w Chapel Porth bywa zaplamiona na czerwono. Kornijscy święci słyną ze swojej odwagi i istnieje wiele opowieści o ich walecznych czynach. Najsłynniejszym zaraz po św. Piranie jest św. Petroc- pogromca ostatniego kornijskiego smoka.
Wracając jednak
do gigantów- najokrutniejszym i najzłośliwszym z nich był
Gniew z Portreath. Zamieszkiwał ogromna pieczarę, którą
marynarze nazywali jego szafką. Gdy wychodził ze swej kryjówki,
łapał dłonią płynące statki, przywiązywał je do swojego pasa
i wracał z łupem do pieczary. Z kamieni, jakie rzucał w kierunku
statków uciekających przed nim uformowała się niebezpieczna
rafa. Marynarzy schwytanych przez giganta spotykał straszny los-
byli pożerani przez niego na kolacje. Kryjówka giganta-
szafka mimo, że straciła swój dach, przetrwała do dzisiaj-
można ją obejrzeć w miejscowości St. Ives. ![]() St Michael`s Mount Swoje miejsce w legendach ma Jack Pogromca Giganta. Swoje miano zawdzięcza pokonaniu giganta Cormorana z St. Michael’s Mount. Wykopał on ogromny dół niedaleko Morvah, zamaskował go i zwabił tam dokuczliwego olbrzyma poprzez użycie jego rogu. Gdy Cormoran wpadł do dziury Jack przykrył ją głazem, uniemożliwiając tym samym wydostanie się z niej. Za ten bohaterski czyn został sowicie wynagrodzony a głaz stoi do dzisiaj w Morvah. Żeglarze zawijający do kornijskich portów opowiadali często historie o napotkanych w drodze syrenach. Najsłynniejszą była syrena z Zennor. Pewnego dnia ludzie z tej miejscowości zauważyli w okolicy kościoła piękna nieznajomą. Nikt nie wiedział kim ona jest ani skąd pochodzi. Ona natomiast zakochała się w chórzyście- synu lokalnego dziedzica Mateuszu Trawelli. Pojawiała się w okolicy regularnie, aż pewnego dnia uwiodła Mateusza i zniknęła bez śladu. Nikt nie spotkał jej przez lata do momentu, gdy pewnej niedzieli wynurzyła się z fal w zatoce Pendower. Zdziwionym marynarzom, którzy rozpoznali w niej nieznajomą z Zennor poleciła by podnieśli kotwicę, gdyż blokuje ona wejście do jej domu. W Zennor znajduje się również Skała Czarownic, gdzie w wigilię nocy przesilenia letniego spotykają się wszystkie wiedźmy by odprawiać swoje czary. Legenda głosi, że jeśli chce się zostać czarownicą i tym samym stać się odpornym na wszystkie nieszczęscia należy dotknąć skałę 9 razy o północy.
Wiedźmą, znaną
w całej Kornwalii była niejaka Madgy Figgy. Miała swoja własną
półkę skalną na południowy zachód od St.Levan.
Przesiadywała tam rzucając zaklęcia na nieszczęsne statki
miotające się na wzburzonych morskich falach. Kiedy morze rzuciło
statek o skały Madgy wzbijała się w powietrze, podlatywała do
wraków i wybierała dobra z nich pochodzące. Człowiekiem, a raczej duchem, o którym opowieści rozeszły się poza granice Kornwalii jest Jan Tregeagle z wrzosowisk Bodmin. Jan był nieuczciwym i chciwym służącym Lorda z Lanhydrack. Okradał on zarówno swojego pracodawcę jak i jego poddanych zawyżając wysokość opłat czynszowych. Jego duszę miał ścigać sam diabeł ze swoimi psami. Jan, po śmierci, został bowiem skazany na wykonywanie różnych prac m.in. noszenie worków z piaskiem z Porthleven do Manzion i wysypywanie ich zawartości u ujścia rzeki Coben- tworząc tym samym plażę w Loe Bar. Mitycznymi stworzeniami o których mówią ludowe opowieści są skrzaty przynoszące szczęście domowi w którym mieszkają, ale jednocześnie potrafiące płatać złośliwe figle np. sprawiają, że krowy tracą mleko oraz ludzie gubią się na dobrze sobie znanej drodze. Jedyną radą w tej ostatniej sytuacji jest założenie swojego ubrania tyłem naprzód- wtedy sztuczki skrzatów tracą swoją moc. Bardziej niebezpieczni od skrzatów potrafią być za to sprigganie- leśne stworzenia, które niszczą uprawy na polach, straszą samotnie podróżujących, tak aby przypadkiem nie chcieli szukać skarbów pilnowanych przez sprigganów, a nawet potrafią porywać dzieci. Nie należy również zapomniać o knockersach czyli stworzeniach zamieszkujących kopalnie i wyrobiska. Górnicy traktują je z szacunkiem bowiem źle jest ich rozzłościć, pamiętają o ich karmieniu i nie gwiżdżą w nocy by im nie przeszkadzać. W Kornwalii z prawie każdym miejscem a nawet skałami, rzekami i klifami wiąże się jakaś legenda: jak choćby z Wyspami Scylli położonymi na zachód od Lands End, które podobno są jedynie wierzchołkami gór straconej w ogromnym sztormie ziemi Lyonesse, z kościołem Towednack i jego przysadzistą wierzą której budowie zapobiegł sam diabeł, z kościołem św. Winwaloea w Poundstock i jego mrożącą krew w żyłach piracką historią czy kościołem św. Katarzyny z Bodmin Moor i ślubami bez wcześniejszych zapowiedzi oraz z pustą dzwonnicą kościoła Forrabury.
Only registered users can write comments. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 |
||||||